Praca
nad moim dzisiejszym wystąpieniem, była prawdziwą orką na ugorze, poniewż mimo
usilnych starań nie znalazłem zadowalających materiałów będących wsparciem dla
tego opracowania. Temat stał się dla mnie dlatego trudny, ponieważ nie znalazłem
w moich archiwach stosownych odniesień do aktualnie podejmowanych analiz, służących
do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Przypomnijmy tytuł mojego dzisiejszego
wystąpienia: "Literatura a terror" czyli jak literatura ma zwalczać
terror, fenomen naszych czasów. Aby się do tego właściwie ustosunkować, zacznę
od kwestii związanych z odwróceniem tematu: "Czy literatura może popierać
terror?" Idea zamordowania tyrana - bez względu na prowadzące do tego celu
środki - jest tak stara jak kronika ludzkości. Laureat Nagrody Nobla Sir Karl
Popper w swojej znakomitej pracy "Die offene Gesellschaft und ihre Feinde"
pisze co następuje: "Platon uważał, że fizyczne unicestwienie tyranów jest
obowązkiem każdego wolnego człowieka. Jego sławny przyjaciel Dions zorganizował
więc zamach na Dionysiosa, tyrana z Syrakuz. Jeden z jego wspólników Kalipsos
był przyjacielem Dionsa, który przy jego pomocy utorował sobie drogę do pozycji
tyrana Syrakuz, co osiągnął przez zamordowanie swojego przyjaciela Heraklidesa,
którego z kolei unicestwił Kalippos. Ten, po tym czynie, natychmiast sam ogłosił
się tyranem. Jednakże i on po trzynastu miesiącach stracił życie z ręki Leptinesa.
Inny z uczniów Platona Klearchos stał się samowładcą w Heryklei, ale bardzo szybko
został zamordowany przez Chiona, innego członka Akademii Platona. Sam Mistrz
Platon czyny te usprawiedliwił, ponieważ uważał, że każda droga prowadząca do
usunięcia tyrana jest sprawiedliwa". - (tłumaczenie moje). Publius Ovidius
Naso zwany Owidiuszem, wygnany z Rzymu przez cesarza Augustusa, nawoływał także
w swoich "Metamorfozach" do usunięcia tyrana za wszelką cenę, jednak
jej dokładnie nie określając. A Niccolo Machiavelli, którego "Il Principe"
inspirowało całe rzesze prawowitych i nieprawowitych władców Italii? Czy ten nie
zachęcał do fizycznych unicestwień? Wszyscy
rosyjscy anarchiści nawoływali w swych tekstach do fizycznego zabicia cara, w
owym czasie Aleksandra I, a to począwszy od Michała Aleksandrowicza Bakunina,
autora książki "Staatlichkeit und Anarchie", pisarza, który w swej nienawiści
do tyrana rządzącego w Petersburgu wydatnie przyczynił się także do wybuchu polskiego
powstania 1863 roku. Polski Kordian nie był więc odosobnionym szaleńcem. Wszyscy
owi anarchiści maniakalnie zajmowali się wyliczaniem metod prowadzących do nakreślonego
przez nich politycznego celu. Z rewolucją francuską i rosyjskimi anarchistami
na czele dokonał się brzemienny w skutkach skok jakościowy: walka z tyranem przeradza
się w walkę z reżimami. Najlepszą metodą prowadzącą do tego rodzaju zmagań staje
się przy tym propagowanie terroru, a do tego procesu włączają się nawet literaci.
Wymieńmy tu niektórych ideologów terroru faszystowskiego w Niemczech: Ottokar
von Kernstock, Bruno Brehm, czy też autorka filmowych scenariuszy i równocześnie
reżyser Leni Riefenstahl, Szwed Knut Hamsun, Amerykanin Ezra Pound. Nie brak też
przykładów na głoszenie terroru pośród filozofów. Wskażmy tu tylko Martina Heideggera.
Z pisarzy wspierających z kolei ideologie komunistów i sowiecki terror należy
wymienić: Władimira Majakowskiego, Aleksieja Gastiewa, Władimira Kirilowa, Demiana
Biednego, Władimira Bill-Biełocerkowskiego, Wsiewołoda Iwanowa. Wszyscy oni działali
wokół Łunaczarskiego, później zaś Żdanowa. Do tego grona musimy zaliczyć też Nikołaja
Ostrowskiego z jego sztandarowymi powieściami "Jak hartowała się stal"
oraz "Zrodzeni z burzy", a także Aleksandra Fadiejewa, Michaiła Swietłowa,
a przede wszystkim Michaiła Zoszczenkę, który niespodziewanie dla swojego otoczenia
z pozycji kpiarza przeszedł na pozycję twórcy "staliniady", publikując
przy tym zjadliwie komunistyczną książkę pod tytułem "Opowiadania o Leninie".
We Francji Emil Zola nawoływał otwarcie do zastosowania wszelkich środków przemocy,
aby pomóc proletariatowi, a w kilkadziesiąt lat po nim Louis- Ferdynand Celine
demonstracyjnie poparł hitlerowskie metody prowadzaące do holokaustu, zachłystując
się nazizmem i gloryfikując go takimi publikacjami, jak "Bagatelles pour
un masacre", "L'Ecole des cadavres", a przede wszystkim "Guignol'
s Band". W jakiś czas po nim wybitny filozof i pisarz Jean-Paul Sartre staje
się niemal ideologiem maoizmu i moralnym "ojcem" terrorystycznych, czerwonych
brygad w Niemczech. Oczywiście, każdy z nas wie, że po latach przeszedł na inne
pozycje ideologiczne i że jego teoria egzystencjalizmu zapewniła mu na zawsze
pozycję w literaturze. To w niczym nie zmienia faktu, że w pewnych okresach swojego
życia firmował ruchy socjalne o terrorystycznym charakterze. Zola, Sartre, Celine
- trzej pisarze, tejże samej narodowości francuskiej, a jednak trzy zupełnie inne
pozycje światopoglądowo-polityczne. Każdy z tych literatów okazał się na swój
własny sposób zwolennikiem krańcowo radykalnych środków służących do osiągniecia
ideologicznego celu. Nikt nie może zaprzeczyć, że pisarz ma prawo, a nawet powinien
mieć własny punkt widzenia i wolność w wyborze światopoglądu, ale formułując je
nie powinien ani na chwilę tracić poczucia odpowiedzialności za słowo wypowiadane
w taki czy inny sposób. Przecież Lenin nie na darmo twierdził, że "z iskry
może powstać płomień". Pisarz, który tego faktu nie dostrzega, nie jest świadom,
że może stać się instrumentem w rękach dyktatorów i antyludzkich reżimów, zwłaszcza
jeśli osiągnął literacką sławę. Każdy ze znanych wyrobników pióra stając sę uznanym
pisarzem, odpowiada niejako podwójnie za swoje słowa: raz za te, które zostały
opublikowane, a drugi raz za te, które wypowiedział. Wiadomo przecież, że ze względu
na sławę pisarską jego słowa nabierają często cech ważnej enuncjacji. W Chinach
wspaniała pisarka Han Suyin, którą nawiasem mówiąc poznałem osobiście, autorka
słynnej, sfilmowanej powieści "A Many-Splendoured Thing", nagle i to
właśnie w czasie okrutnej "rewolucji kulturalnej", która kosztowała
20 milionów ludzkich istnienń, opublikowała książkę poświęconą Mao Ze Dongowi,
noszącą znamienny tytuł "The Morning Deluge". W tym to utworze pisarka
nie tylko sławi terror propagowany przez Mao Ze Dunga, ale z tyrana czyni coś
w rodzaju Boga. A przecież nie musiała tego robić, bo nawet serdecznie z nią zaprzyjaźniony
Czu En Laj, wówczas polityk numer dwa w Chinach, odradzał jej opublikowanie tego
dowodu literackiej hańby. W Ameryce John Steinbeck, laureat nagrody Pulitzera,
a potem Nobla, demonstracyjnie i uparcie popierał terrorystyczną interwencję amerykanską
w Wietnamie i napalmowe wyniszczenie narodu, o którego egzystencji przeciętny
Amerykanin do tego czasu nawet nie wiedział. Także i w Polsce znaleźli się literaci,
o których nie można powiedzieć, że byli wolni od głoszenia skrajnych ideologii.
Do takich według mnie należy Zygmunt Krasiński ze swoją "Nieboską komedią",
która tu i tam nawet dziś brzmi aktualnie ale przecież propaguje daleko idący
radykalizm, jeśli przy jego pomocy da się osiągnąć określone cele polityczne.
Wymienię tu też powieść "Dzieci Anny" Jana Dobraczyńskiego, nawołującą
do fizycznego wyniszczenia Żydów, chociaż wiem, ze później właśnie ten pisarz
uratował z narażeniem własnego życia wielu Żydów i dostał tytuł"Sprawiedliwego
wśród narodów świata". W Hiszpanii Federico Garcia Lorca (rozstrzelany przez
pluton egzekucyjny Francisco Franco, a więc ofiara faszyzmu) w swych sztukach
"Bodas de sangre" i "La casa de Bernarda Alba" opowiadał się
za drastycznymi metodami, jeśli mogłyby one doprowadzić do poprawy sytuacji proletariatu
hiszpańskiego. Gabriel Garcia Marques, laureat Nagrody Nobla, całym swoim autorytetem
poparł Fidela Castro i jego rewolucję na Kubie w 1959 roku, udzielając w ten sposób
moralnego poparcia tamtejszej rewolucji i jej wodzowi. Wymieniłem tu zaledwie
kilka nazwisk i pozycji książkowych, aby poddać pod rozwagę tezę, że pisarz, którego
największą powinnością powinno przecież być działanie wspomagające bliźniego jest
w stanie w konkretnych warunkach optować za tyranią i propagować terror. Literaci
mogą również fanatycznie, z niebywałym wręcz zaangażowaniem, zwalczać terror.
Trudność polega jednak na tym, że zło takie jak terror da się propagować"
ad hoc", ponieważ od tyrad przesyconych nienawiścią nikt nie żąda miar jakości
literackich, a ewentualny czytelnik ideologicznych oracji nie poszukuje w nich
żadnych argumentów dla swego działania. Natomiast literatura zawierająca przesłania
humanitarne, siegająca po pozytywne cechy czlowieka, musi powstawać dłużej, ponieważ
potrzebuje czasu na odnalezienie najtrafniejszej formy przekazywanych treści.
Wyraźmy to prościej: "Łatwiej malować diabła, aniżeli anioła" W publikacji
wydanej przez byłego wicepremiera Austrii Erharda Buska, noszącej tytuł "Politik
am Gängelband der Medien" czytamy na stronie 155 następujący tekst, który
przytaczam w moim tłumaczeniu: "Czy za zło naszych czasów ponoszą odpowiedzialność
media? Takie oskarżenie byłoby i niesłuszne, i nie odpowiadające prawdzie. Opracowując
naukowo temat "terror i media" krytycy przytaczają listę około dwóch
tysięcy tytułów, opublikowanych przez media przeciw terrorowi. Z drugiej jednak
strony owe media ponoszą dużą odpowiedzialność za negatywne zmiany, które dokonują
się w społeczeństwach. Propagujemy za dużo zła, a za mało dobra. Jeżeli zastąpimy
pojęcie "media" pojęciem "pisarze" łatwo nam będzie sformułować
tezę tego wystąpienia, a mianowicie wzajemnego oddziaływania pisarzy na terror
i terroru na pisarzy. Większym popytem cieszą się przecież w księgarniach powieści
o seksie i o bezproblemowych życiu, aniżeli książki o ambicjach literackich, filozoficznym
wydźwięku, akcjach zmuszających do myślenia. Nasuwa się wniosek, że pisarze muszą
znaleźć jakieś nowe formy, nie rezygnując przy tym z atrakcyjności swych tekstów,
które piętnując terror, potrafią na nowo zasugerować formy współżycia narodów,
Norwid zwykł mówić, że literatura powstaje albo za wcześnie, albo o wiele za późno.
Kurt Marti, ewangelicki proboszcz w szwajcarskim Bernie, wyraził to inaczej: "Literatur
ist das Medium des langsamen Schaffens", czyli "Literatura jest środkiem
wypowiadania się w zaskakująco wolnym tempie". Klasycznym przykładem słuszności
tego stwierdzenia jest twórczość Franza Werfla, który fanatycznie opowiada się
przeciwko terrorowi; na przykład w swych powieściach "Lied von Bernadette",
"Nicht der Mörder, der Ermordete ist schuldig oraz w słynnej sztuce teatralnej
"Jakubowski i pułkownik". Uważam, że Werfel przed emigracją do Ameryki
w roku 1938 co prawda wspiął się na literacki Parnas, ale jeszcze za słabo formułował
znaczenie tolerancji i konieczność demaskowania chorobliwych, patologicznych ludzkich
cech. Trzeba było jeszcze wielu lat na to, aby autor temat ten zdołał wyrazić
w treści i formie. Dokładnie przed tygodniem spędziłem parę godzin w IX. wiedeńskiej
dzielnicy przy Bolzmanngasse, w salach Amerykańskiej Ambasady, prosiłem tam bowiem
o przygotowanie mi materiałów do dzisiejszego wystąpienia. Jednakże już po krótkiej
rozmowie zrozumiałem, że był to czas zmarnowany. Attache kulturalny USA rozprawiał
z wielkim znawstwem na temat "dziennikarstwo przeciw terrorowi", ale
nie przytoczył choćby jednego, trafnego szczegółu odnoszącego się do mojego tematu.
Nie na darmo słynny sowiecki dysydent osiadły w Niemczech, Lew Kopeljew, w swojej
książce "Aufbewahrt für alle Zeit" wyraża pogląd, że literatura jest
narzędziem tępym, którego użyć można najskuteczniej w zasadzie post factum. Niedawno
przeczytałem książkę pisarki chinskiej Jung Chang przetłumaczoną na język polski,
noszącą tytuł "Dzikie Łabędzie". Wstrząsająca książka o niezwykłych
walorach literackich, doskonały przykład powieści własnie post factum. Autorka
rozprawia się w niej co prawda z maoistowskim terrorem, ale w tym co pisze, chodzi
- miejmy nadzieję - o bezpowrotną przeszłość. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z
tego, że krytykę terroru można wyrazić w formie pamiętnikarskiej ale wolałbym
taką literaturę, która zwalcza każdy aktualny, a nie tylko miniony, konkretny
terror. Znany wszystkim Aleksander Sołżenicyn, wstrząsnął światem, ogłaszając
swoje opowiadanie "Dzień w życiu Iwana Denysewicza", a potem powieść"
Archipelag Gułag", demaskując zaskakująco odważnie komunistyczny terror.
Wszystko co pisał, dotyczyło tylko przeszłości - (np. w "Dziewiątym kręgu
piekła"). Jego utwory mogą w najlepszym wypadku służyć jako ostrzeżenie przeciw
powtórzeniu się terroru ale brak im charakteru uniwersalnego. Dlaczego krytykuję
jego i jego kolegów po kądzieli? Musimy sobie zdać sprawę z faktu, że cechą każdego
terroru jest adaptowanie coraz to nowych form, o czym pisarz powinien pamiętać
zwalczając swoim piórem ów fenomen. Terror znacznie łatwiej niszczy literaturę
- wskażmy tu choćby na wyrok śmierci wydany na Salmana Rushdiego za jego "Szatańskie
wersety" - aniżeli literatura niszczy terror. Karl Kraus w swoim niezrównanym
periodyku "Die Fackel" następująco interpretuje swoje zdecydowanie ofensywne
stanowisko wobec Adolfa Hitlera: "Na temat tego indywiduum nie potrafiłbym
sprecyzować choćby słowa, bo jestem literatem, a literatura musi przejść specyficzny
okres intelektualnej sublimacji zanim zdobędzie się na własne sformułowania".
W naszym oszalałym świecie wszystko się zawikłało: Karadzic, który jako lekarz
złożył przysięgę według Hipokratesa, że będzie walczył do upadłego o życie każdego
człowieka, przeobraził się w jednego z najkrwawszych, współczesnych terrorystów,
a Bin Laden piszący podobno poezje sławiące Allacha i jego wyznawców oraz opiewającą
liryczny urok muzułmańskiego raju stał się symbolem współczesnego terroryzmu.
Każdy z nas autorów wie, że jedną czy dziesięcioma książkami nie zmienimy charakteru
oszalałych agresorów i nie spowodujemy, że oni czytając nasze teksty odrzucą to,
co diabelskie, i od razu przejdą do stosowania wobec dotychczasowych wrogów zasad
tolerancji. W tym miejscu należałoby nareszcie sformułować pojęcie terroru. Co
to jest "terror"? Żadna encyklopedia nie pomoże znaleźć odpowiedzi na
to pytanie, ponieważ terror wystąpić może w nieskończonej ilości form. Jego obrazem
jest zniszczenie przed rokiem World Trade Centre w Nowym Jorku, ale też wyrok
śmierci przez Chomeiniego na takiego pisarza jak Rushdie'go. Terror może przyjąć
formę wojny bakteriologicznej, lub też codziennego zabijania z za węgła. Może
też wyrażać się zesłaniem na półwysep Kola, ale też listami zawierającymi ładunki
dynamitu, jak to czynił niejaki Fuchs w Austrii. Terror może przejawić się w budowie
silosów zawierajacych głowice atomowe, ale też w systematycznym, telefonicznym,
dokonywanym co paręnaście minut, niepokojeniu wyszukanej ofiary, adresując pod
jej adresem werbalne ataki i zastraszenie. Terror to rozstrzeliwanie nieokreślonej
liczby przechodniów, zatrzymanych przypadkowo na ulicy, z zemsty za wysadzenie
w powietrze torów kolejowych, jak to czynili hitlerowcy transportujący amunicję
pod Stalingrad zgodnie z zasadą "Räder rollen für den Sieg", ale też
ujawnia się jako zagrożenie śmiercią pięcioletniemu synkowi polityka, jeśli ten
głosować będzie za niewygodną dla określonych środowisk ustawą. Dla nas, ludzi
pióra, terror to jedno z największych wyzwań aktualnej historii. Pisząc z myślą
o pomyślności ludzkości nie powinniśmy stracić z pola widzenia tego, że terror
zagraża ludzkości z siłą równą wybuchowi bomby atomowej. O tej naszej odpowiedzialności
w walce z terrorem napisał niezrównany Sir Karl Popper w swoim dziele "Die
offene Gesellschaft und ihre Feinde" (na stronie 286, tom II), co następuje:
"George Bernard Shaw stwarza w "Świetej Joannie" postać kapłana,
który żąda jej śmierci. Jednak kiedy widzi ją w płomieniach buchających z zapalonego
pod nią stosem, pada na kolana w pokorze, pełen przerażenia i świadomości własnego
upodlenia: "Tego nie chciałem" - woła - "Nie wiedziałem, co spowoduje...
Boże, gdybym był świadom tego, jakie męki zadadzą jej oprawcy, nigdy bym jej nie
oddał w ich ręce. Wy nic nie wiecie... nic nie widzicie! Jak łatwo się mówi, jeśli
się nic nie wie... Ale kiedy nastanie godzina rozliczenia, kiedy przyjdzie się
usprawiedliwić z tego, co się uczyniło, kiedy wasze przestępstwa oślepią wasze
oczy, a płuca przeciwstawią się oddechowi, kiedy wasze serca pękną, wtedy... wtedy...
o Boże, wtedy nareszcie zdacie sobie sprawę z tego coście własnymi, złymi czynami
uczynili." (moje tłumaczenie!) Musimy wszystkim pisarzom w Polsce i poza
jej granicami, przypominać owe słowa kapłana ze sztuki Shawa. Zamiast tworzyć
postmodernistyczne teksty, zamiast zachwycać się swoim własnym językiem i literackim
obrazem, pięknym w formie ale bez konkretnej treści, zamiast tworzyć"Art
pour l'art", musimy pamiętać o tym, że pisanie to wielka odpowiedzialność.
Apogeum tej odpowiedzialności powinno być nasze tworzywo literackie, które musimy...
musimy... kierować z całą konsekwencją przeciw wszystkiemu, co jest współczesnym
terroryzmem. |